piątek, 27 maja 2011

Hasanie po prawach nabytych

W roku 2009 wydarzyła się rzecz bez precedensu, bo uchwalono w styczniu prawo mające w zamyśle parlamentarnych harcowników pokaźnie uszczuplić portfele, pobierających emeryturę policyjną lub wojskową, byłych funkcjonariuszy ochrony bezpieczeństwa państwa, poprzez nowelizację ustaw emerytalnych (wojskowej i policyjnej), a głównie funkcjonariuszy SB. Trybunał Konstytucyjny, który zajął się tą sprawą (wyrok z 24 lutego 2010 r., sygn. K 6/09), faktycznie nie stwierdził niezgodności noweli z Konstytucją RP. Upiekło się jedynie członkom WRON, których pokrzywdzenie było podstawowym medialnym uzasadnieniem projektu harcowników. Tak uposażony (w nowelę, a później dodatkowo w wyrok Trybunału) główny dystrybutor policyjnych świadczeń z ZER MSWiA zaczął hasać, doręczając na lewo i prawo decyzje o ponownym ustaleniu wysokości emerytury policyjnej (bez uchylenia pozostającej dalej w obrocie prawnym, wcześniejszej prawomocnej, własnej decyzji o wysokości należnej emerytury policyjnej). Tak bynajmniej było w przypadku obu moich klientów, Jerzego B. i Krzysztofa L. Odwołania wniesione jeszcze w 2009 r. do chwili obecnej pozostają nie rozpoznane, ba nawet nie doręczono mi odpowiedzi na te odwołania i w sądzie niewiele się można dowiedzieć (a szczerze - dokładnie nic), bo i kogo w Biurze Obsługi Interesanta Sądu Okręgowego w W. pytać o termin skierowania odwołań do rozpoznania na rozprawie? Nie wpisałem się w nurt obrońców  praw nabytych i internetowych podpowiedzi, opierających argumentację o nadzieje w spolegliwość Trybunału. Tam jej nie było i ma, bo nie o to tam chodzi. Uważam, że skutecznie można obronić wysokość dotychczasowych emerytur policyjnych funkcjonariuszy SB akcentując oczywiste naruszenia administracyjnych procedur. Sądzę też, że z tego między innymi powodu "moje" dwie sprawy tkwią w miejscu, a ZER i Sądy obrabiają tymczasem sprawy funkcjonariuszy SB, którzy chcieli udowadniać winę nowelizatorów ich emerytur poprzez żądania respektowania praw nabytych. To oczywisty błąd praktyczny (T. Kotarbiński). Należało raczej apelować do wstydu harcowników, bo to jest kultura dominująca w ich wnętrzach, a nie kultura oparta na winie. Należało ten wstyd pokazywać przez wskazania na naruszenia prawa procesowego (procedury), bo to te naruszenia są oczywiste, dające się wręcz dotknąć i ukazują urzędniczą nierozumną gorliwość i pośpiech. Nie wydano postanowień o wznowieniu postępowania i "zmieniano" decyzje emerytalne (potwierdzające nabyte z mocy ustawy prawa wskutek spełnienia na dzień ich ustalania warunki do ich konkretyzacji w decyzjach emerytalnych), choć w obrocie prawnym jednocześnie znajdują się decyzje ostateczne w tej samej materii (dotyczące prawa do takiej emerytury i do w nich ustalonej wysokości emerytury policyjnej), a zarazem nie pojawiły się żadne nowe okoliczności faktyczne, ani żadne nowe dowody (bo pobierający emerytury nie ukrywali przecież faktów służby w SB przy pierwszym ustalaniu ich prawa do emerytury policyjnej) i nie było tedy żadnych również powodów do dokonywania zmian w emeryturach policyjnych i w ich wysokości w uruchomionym postępowaniu, którego jak wspomniałem nawet formalnie nie wszczęto wydaniem postanowienia o wznowieniu postępowania. Nawet żałuję, że tyko dwie takie sprawy mam w prowadzeniu, bo uważam, że w oparciu o przedstawioną tu z grubsza argumentację, sukces harcowników nie był by taki słodki, a może w ogóle by go nie było. Cóż, czekam co zrobi ZER i Sąd z odwołaniami, jakie im przedstawiłem dwa lata temu, w państwie miłującym prawo i prawa obywateli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz